Przedstawiamy relację z kwietniownych zawodów, które odbyły się w Mołdawii (Open Moldova Cup). Autorem relacji jest Agnieszka Horbatiuk- zawodniczka i kierownik ekipy na tym turnieju. Zachęcamy do lektury.
Mołdawia dzień 1 26.04.2012 rok
W składzie : KS Orient (Klaudia Wójcik, Agnieszka Horbatiuk, Daniel Bubel), KCT Kraków (Mateusz Dylawerski), OKT Opole ( Bartosz Chaduch, Adam Capla) wyruszyliśmy na wyprawę w nieznane, niezbadane zakątki Mołdawii. Naszym celem głównym są zawody Open Moldova Cup, które odbędą się w Kiszyniowie.
20:03 odjazd pociągu zmierzającego do Mołdawii, po ówczesnej odprawie granicznej weszliśmy do naszego pociągu, gdzie ogarnęło nas dziwne uczucie, ponieważ pierwszy raz widzieliśmy plackarty, czyli trzecią klasę w pociągu nocnym. Plackarty to miejsca do spania w wagonie bez przedziałów. Są to takie „udawane” przedziały, gdzie śpią cztery osoby, ale nie ma drzwi tylko od razu korytarz i na przeciwległej stronie jeszcze dwa miejsca boczne. Nie potrzeba zabierać ze sobą śpiworów ani nic z tych rzeczy, gdyż wszystko łącznie z pościelą dostaje się na miejscu. Boczne miejsce na dole zamienia się łatwo w stoliczek z dwoma siedzeniami, a pod spód można dać bagaż. Obok nas jechali sami Ukraińcy podążający do Lwowa , używali języka rosyjskiego, więc ciężko było się porozumieć. Czekały nas po drodze kontrole graniczne, ale na szczęście nasza ekipa przeszła je bez przeszkód. Mieliśmy okazję zobaczyć fikcyjną interwencję ukraińskiej straży granicznej. Później zasnęliśmy.
Mołdawia dzień 2 27.04.2012 rok
W tym dniu robiliśmy wszystko i nic. Każdy z nas chciał być już na miejscu. Podziwialiśmy widoki rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Pani konduktor poinformowała nas, że mamy 5-cio godzinny postój na Ukrainie, więc każdy z nas z uśmiechem na twarzy wyszedł z pociągu. Pierwsza rzez, która nas zaskoczyła to wędrujący po torach ludzie, byli szarzy, każdy ubrany tak samo. Spoglądali na nas ze zdziwieniem; byliśmy jakby na innej planecie. Chcieliśmy coś zjeść, lecz nie znaleźliśmy odpowiedniego miejsca, problem mieliśmy również z wymianą waluty. Jednak Mateuszowi się poszczęściło, pewien człowiek dał mu pieniądze, za które kupił bułki. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, lecz czas nam na wiele nie pozwolił. W pociągu główną rozrywka były krzyżówki i gazety. Przyszedł czas na granicę mołdawską. Mołdawianie- bardzo sympatyczni ludzie, straż powitała nas z uśmiechem. Zrobiło nam się cieplej. Opuściliśmy nasz dotychczasowy dom i na stacji powitała nas reprezentacja Mołdawii: prezes tamtejszej federacji oraz jego zawodnik. Wzięli nasze rzeczy, a sami poszliśmy do hotelu. Po drodze przeżyliśmy szok- nikt z nas nigdy nie widział tyle kasyn w tak małym mieście. Chłopaków poniosła wyobraźnia i już widzieli się w roli milionerów :) Jednakże, jak później się okazało, nawet nie weszliśmy do żadnego z nich. Na horyzoncie zobaczyliśmy ogromny hotel „ COSMOS”; do tej pory nie wiemy, ile było w nim pięter, w każdym razie czworo z nas dostało przydział na 5 piętro, Opole wydelegowano na 12. Ciężka podróż została nam zrekompensowana: warunki hotelowe były bardzo dobre. Podkręciliśmy klimatyzacje i poszliśmy spać.
Mołdawia dzień 3 28.04.2012 rok
Dzień rozpoczęcia zawodów. Rano spakowaliśmy rzeczy i poszliśmy do „Alexi”. Temperatura na zewnątrz była podobna do temperatury panującej wewnątrz nas. Wchodząc na hale zostaliśmy serdecznie powitani, bardzo milo wspominamy życzliwość tamtejszych ludzi; czuliśmy się wyróżnieni pod każdym względem. O godzinie 11:00 nastąpiło rozpoczęcie zawodów. Pokazy tańców narodowych, rozbić, technik wysokościowych, układów. Jedyne co nas zdziwiło to występ mężczyzny śpiewającego operowym głosem. Po rozpoczęciu poszliśmy na obiad i odpoczywaliśmy, przygotowując się do konkurencji, które miały się odbyć następnego dnia.
Mołdawia dzień 4 29.04.2012 rok
8:00 śniadanie. Po posiłku wyruszyliśmy na hale. Kiedy zaczęły się konkurencje układów patrzyliśmy ze zdziwieniem, wchodząc na matę każdy zawodnik wykonywał wojskowy marsz – niesamowity widok. Kiedy zaczęły się walki, dostrzegliśmy niesamowitą wolę tamtejszych taekwondoków, zawodnicy walczyli bez kasków, niektórzy posiadali tylko rękawice. Bardzo nas to zdziwiło. Pomimo braku sprzętu ich walki były niesamowite, nie cofnęli się po żadnym kopnięciu czy uderzeniu, walczyli do końca, nie było widać u nich zmęczenia, było coś w tym niesamowitego. Nasze wyniki konkurencji indywidualnych (Klaudia złoto, Agnieszka srebro- finał przegrała z Ukrainką, Daniel srebro- uległ w finale z Mołdawianinem, Bartek, Adam, Mateusz bez medali). Nadeszły konkrecje drużynowe; niesamowita walka polskiej drużyny przejdzie do historii tamtejszych zawodów. Pierwsza mołdawska drużyna uległa Polakom 4:0. Finał pokazał nowe oblicza pewnych osób. Przed chłopakami stanęła ukraińska drużyna, każdy z nich posiadał wysoki stopień mistrzowski, w konkurencjach indywidualnych zajęli najwyższe miejsca na podium. Jednak chłopaki pokazali polska klasę. Mateusz o mały włos przegrał z Mistrzem Mołdawii , Daniel zrekompensował się, wygrywając znacząco, Adam nie dał przeciwnikowi zdobyć choćby jednego punktu. Niestety polska drużyna była osłabiona, mieliśmy tylko 4 osoby z 5, które standardowo walczyły w drużynach. Do ostatniej rozstrzygającej walki wyszedł Bartek, młody zawodnik posiadający zielony pas. Ukraińcy wybrali mu najlepszego, bardzo doświadczonego przeciwnika. Wszyscy wynik już na starcie mieli w głowie ustalony, jednak Bartek dał nam tak niesamowity pokaz własnej woli walki, udowodnił nam wszystkim, ze jest nieprzeciętnym fighterem. Przyszedł czas na werdykt, zamarliśmy. Polska drużyna przegrała . Lecz my wyszliśmy zwycięskim krokiem. Konkurencje drużynowe (Bartosz, Adam, Daniel, Mateusz- 2 miejsce, Agnieszka, Klaudia – 1 miejsce). Po zawodach wróciliśmy do hotelu.
Mołdawia dzień 5 30.04.2012 rok
Zwiedzanie Kiszyniowa- Kiszyniów nie jest wielkim miastem . Część zabytków została zniszczona za czasów sowieckich, a na ich miejsce pobudowano „perły” socjalistycznej architektury. Zaczęliśmy jednak od czegoś milszego, a mianowicie katedry rzymsko-katolickiej p.w. Opatrzności Bożej. Mieści się ona tuż obok gmachu prezydencji. Wzniesiona w połowie XIX w. w stylu rosyjskiego klasycyzmu prezentuje się bardzo ładnie. Obok niej ma siedzibę prezydent Mołdawii. Niestety nie widzieliśmy wszystkiego, gdyż teren był ogrodzony płotem z blachy. Potem zawróciliśmy i podążaliśmy w kierunku centrum. Im bliżej niego, tym więcej zabytkowych kamienic i innych budynków, a mniej maszkar z czasów komunizmu. Minęliśmy kino w starym budynku oraz teatr . Za kinem rozciąga się ładny Park Stefana Wielkiego z ciekawą aleją pisarzy, gdzie stoją popiersia największych mołdawskich (rumuńskich) literatów. Na rogu parku, przy skrzyżowaniu ulic Stefan cel Mare i Banulescu-Bodoni stoi pomnik Stefana Wielkiego. Zwiedziliśmy targ, kupiliśmy pamiątki. Obiad zjedliśmy w restauracji znajdującej się obok naszego hotelu. Wysoka temperatura nie pozwoliła nam za wiele zobaczyć strudzeni wycieczka postanowiliśmy resztę czasu spędzić w hotelu. Wyszliśmy dopiero kiedy zaszło słońce. Tak minął ostatni dzień. Niezapomniana Mołdawia zostanie długo w naszej pamięci.
Mołdawia dzień 6 01.05.2012 rok
11:37 WYJAZD